• Wpisów:5
  • Średnio co: 303 dni
  • Ostatni wpis:4 lata temu, 21:08
  • Licznik odwiedzin:1 628 / 1822 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
Jakiś czas temu razem z moimi znajomymi z klasy zostaliśmy zmuszeni do utworzenia bloga w ramach jakiegoś tam projektu. TERAZ PRZYDA SIĘ KAŻDA POMOC! Jeżeli możecie KOMENTUJCIE WPISY, BIERZCIE UDZIAŁ W ANKIETACH, oraz PODRZUCAJCIE POMYSŁY NA FILMY KTÓRE MOŻEMY POLECIĆ! Z góry dziękuję.

Oto i adres: www.magiakina.pinger.pl
 

 
Zaczynałem się powoli nudzić, gdy zza bramy dotarł do mnie dźwięk kroków.
Jaśnie Pani mogła się trochę pośpieszyć, westchnąłem podnosząc się z ziemi. Chciałem już zrobić jej niemiłą niespodziankę, ale coś przykuło moją uwagę.
Słyszałem kroki dwóch osób. Sandry na pewno te lekkie i monotonne, ale do kogo należały te pewne i o wiele cięższe?
Ta niedogodność zmusiła mnie do zmiany planów.
Ej, przystojniaku będziesz musiał trochę poczekać, zanim zauroczysz ją swoim uśmiechem. Gdyby to było takie proste, gdyby pozwoliła się uwieść tak jak większość ludzkich dziewczyn. Nie, zmieniłem szybko zdanie. Wtedy już to nie byłoby to samo. Wtedy nie stanowiłaby pewnego rodzaju wyzwania i straciła połowę swojej wartości.
Głęboko wierzyłem, że o to w tym wszystkim chodzi, że właśnie dlatego moje myśli nie mogą się od niej uwolnić.
Na moment skryłem się w gęstwinie drzew i cierpliwie czekałem, aż furtka zacznie drżeć, a potem znów ją zobaczę.
I wtedy moim oczom ukazał się ciemnowłosy mężczyzna, a za nim ledwie przytomna dziewczyna. Dobrze znałem tę olbrzymią sylwetkę i nawet dla mnie przerażająca pomarszczoną twarz, której ukoronowaniem były puste oczy w, których nie mieściło się nic prócz pochłaniającego wszystko mroku.
Raphaele.
To nie ma sensu. Po co tak potężnemu demonowi dziewczyna, która nawet nie jest świadoma swojej mocy? Równie dobrze mogłaby być bezużytecznym człowiekiem co w gruncie rzeczy nic by nie zmieniło.
Raphaele na pewno nie fatygował by się po Jasną Stronę po zwykłego człowieka. Nie on.
Poruszyli się w głąb lasu. Nie chciałem dopuścić do siebie tej wiadomości, ale to było oczywiste. Chce ja zabrać do swojego potwornego świata.
To oznacza że jest jedna szansa na miliard, że Sandra wyjdzie z tego żywa.
***
Nerwowy stukot rozniósł się po całej klatce schodowej. Z całej siły waliłem w drzwi coraz bardziej nerwowo i nachalnie.
Cassa sicura wcale nie był tak bezpieczny jak wskazywała nazwa. Żadne miejsce w które się zapuszczałem nie było do końca bezpieczne. Mimo to złociste korytarze, olbrzymie lampy zapewniające temu miejscu jasny blask mogły budzić takie wrażenie. Właśnie dlatego mieszkali tu najbogatsi z mieszkańców Narezzy.
Po kilku dłużących się w nieskończoność minutach oczekiwania wreszcie drzwi się przede mną uchyliły.
- Shein?- na twarzy Madelaine malowało się wyraźne zaskoczenie. Po co ja tu w ogóle przyszedłem? Mimo wątpliwości otworzyłem sobie szerzej drzwi i bez słowa wszedłem do środka. Rozparłem się w skórzanym fotelu, układając szalejące w głowie myśli w spójną i logiczną całość. Skupiłem wzrok na wysoko osadzonym suficie.
Zaraz, po co ja tu w ogóle przyszedłem? A, tak. Miałem poprosić Madelaine o pomoc. W tej chwili dopiero dotarło do mnie, że ona wciąż tu jest i patrzy na mnie szeroko otwartymi oczyma. Patrzyła na mnie z konsternacją.
- Madelaine.- powiedziałem krótko. Dziewczyna zgromiła mnie swoimi piwnymi, pięknymi oczami. Była ładna, nawet bardzo. Długie czarne fale opadały jej łagodnie na ramiona. Czerwone jak krew pełne usta wykrzywiły się w lekkim grymasie. Skupiłem wzrok na jej oliwkowej delikatnej szyi. Przeniosłem go na ramiona i na perfekcyjnie szczupłą talię. Jej długie, opalone nogi zakrywał tylko krótki do połowy uda szlafrok.
Przypomniałem sobie nasze ostatnie spotkanie. Była wtedy tak samo piękna, ale patrzyłem na nią wtedy jakoś inaczej. Tak, zdecydowanie inaczej. Wtedy jej bardzo pragnąłem, a teraz… Nawet nie wiem jak to określić, jak na siostrę?
-Madelaine.- powtórzyłem głośniej.
-Tak, wyobraź sobie, że wiem jak mam na imię!- wrzasnęła poirytowana. Nawet się nie zorientowałem gdy znalazła się przy mnie i wymierzyła mi siarczysty policzek. Wtedy powróciła do mnie noc w którą poznałem Sandrę. Coś się przecież wtedy wydarzyło między mną , a Madelaine. Powoli powracały te wspomnienie, który całkowicie w mojej głowie przesłaniał obraz Sandry.
Czułem się jak idiota. Jak mogłem zapomnieć o tym, że spędziłem noc z moją przyjaciółką? A co gorsze jak miałem teraz prosić ją o pomoc w sprawie dziewczyny, która…
Nie! Nie, ona wcale nic dla ,mnie nie znaczy!
-Shein, a ty w ogóle tutaj jesteś, czy to- wskazała na mnie palcem- jakaś durna kreatura?
Byłem durny. To jest pewne, ale nie czas na użalanie się nad sobą.
-Potrzebuje twojej pomocy.- odezwałem się wreszcie jakimś sensownym zdaniem. Nie pozwoliłem jej przerwać i ciągnąłem dalej- Potrzebuje twojej wizji, aby pomoc pewnej osobie, która ma poważne kłopoty. Zobaczyłem jak na jej twarzy maluje się niezdecydowanie. Nie chciała być dla mnie miła, ale nie potrafiła przejść obojętnie wobec czyjejś krzywdy. Była taka dobra. I naiwna, przyznałem z goryczą.
-Nie widzę w tym sensu. Dobrze wiesz, że ja nie odmówię nikomu pomocy, ale ty? To już zupełnie coś innego. Ty nie jesteś dobry. Ty nie masz nawet, ani krzty przyzwoitości, a co dopiero…
-Masz racje.- przerwałem jej wpół zdania- Nie jestem dobry, miły, przyzwoity, i w ogóle nie sięgam ci do pięt, ale wszystko zmienia fakt gdy w grę wchodzi jedna z nas, jedna z Dzieci Światła.- W sumie wcale jej nie okłamałem.
-Dobra, pomogę ci.-zdecydowała- Ale dobrze wiesz, co jest mi potrzebne.- Podałem jej pierścień Sandry. Zdołałem jej go zabrać, podczas ,,towarzyskiego spotkania” przed jej szkołom. Podałem go Madelaine.
Jej zadania polegało na poznaniu planów Raphaele. Była Widzącą. To rzadki dar, który zawsze wydawał mi się bezużyteczny. Ale nie teraz. Nie gdy w pewnym stopniu od tego zależało życie Sandry. Życie… jednej z nas..
Madelaine zacisnęła pierścień w swojej prawej dłoni. Zamknęła oczy by po chwili ich miejsce zastąpiło czyste światło, emanujące spod jej powiek.
Dziewczyna przez kilka minut patrzyła w nicość, która dla niej stanowiła za każdym razem inny świat. Dla mnie ta chwila ciągnęła się przez wieczność budząc we mnie dziwny niepokój.
Kiedy Widząca znów odzyskała piwne oczy, mamrotała coś pod nosem. Z jej rozchylonych warg wydobywało się tylko kilka słów: Przeklęta. Zabij ją, musisz ją zabić.

###

Niestety nie zastosowałam się jeszcze do uwag, gdyż tekst, który wstawiam napisałam dawno temu, ale gdy dodam już wszystkie istniejące rozdziały, pisząc kolejne, postaram się poprawić.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

 
Gdy minęła jej ochota na rozmowę ze mną, skryłem się w cieniu. Wyraźnie chciała się mnie pozbyć, ale nie mogłem jej teraz zostawić samej.
Ta dziewczyna nie ma pojęcia co ją teraz czeka. Włosy i oczy to tylko początek zmian w jej życiu.Kiedy ją dziś zobaczyłem nie mogłem uwierzyć własnym oczom. Dziewczyna, którą wczoraj spotkałem, śliczna, delikatna blondynka o morskich oczach dziś była jedną z nas.Co gorsza nie miała o niczym pojęcia.
Zamyślony ruszyłem za nią bezszelestnym krokiem. Wracała do domu. Może uda jej się uciec od życia w Stronie Cienia.
Idioto, czy ty właśnie trzymasz kciuki za dziewczynę, która wyraźnie tobą gardzi? Tak, może jeszcze zostań jej prywatną cheerleaderką.

Nie podobało mi się moje żałosne zachowanie, jednak nie miałem na nie wpływu.Szedłem dalej.

Boże, czy Ty robisz sobie właśnie ze mnie żarty?- zapytałem, lecz nadal trzymałem się jak najbliżej Sandry.

Skręcała w stronę lasu. Jej dom krył się w gęstwinie drzew.Ciekawe, nasza mała zadziorna dziewczynka jest fanką przyrody?Gdy dostrzegłem ze już zniknęła za masywną bramą, postanowiłem poczekać aż znów wyjdzie na zewnątrz. Niedługo to musi nastąpić.

***
Po przekroczeniu progu domu poczułam dziwny lęk. Wewnątrz nie było słychać najmniejszego szmeru. Coraz bardziej przerażona pędem pognałam do kuchni: niczego tam nie zastałam. Sprawdziłam w salonie: także nic. Na koniec weszłam do sypialni rodziców.

Duży pokój oddzielono od reszty domu tylko frędzlowatą zasłoną zawsze przywoływał we mnie niepokój. Dziwne obrazy na zielonkawych ścianach, przedstawiały różnego rodzaju stwory zagrażające życiu ich niewinnych ofiar. Widok tych dzieł przyprawiał mnie o zawroty głowy. Zawsze w dzieciństwie bałam się tego pomieszczenia.
Było jednym ze stylistycznych dzieł mojej mamy. Choć tata nie chciał się zgodzić na tak dziwny wystrój w końcu uległ.

Wstrzymując oddech weszłam w głąb pomieszczenia, kierując się ku brązowym drzwiom prowadzących do łazienki rodziców. Pod nimi przeciekała jakaś purpurowa ciecz. Powoli sięgnęłam po klamkę naciskając ją nadzwyczaj ostrożnie. Kiedy się otworzyły usłyszałam przeraźliwy pisk. Dopiero po kilku sekundach zorientowałam się, że wydobywa się z mojej krtani.

Cala toaleta była zatopiona w świeżej krwi. Na lustrze widać było odciśnięte ślady palców także zamoczonych w tym paskudztwie. A z wanny wylewała się woda. Ktoś nie zakręcił kranu. To mogło wydawać się całkiem normalne gdyby nie jej szkarłatna barwa.

Zrobiłam jeszcze jeden krok, a wtedy już było za późno, by odwrócić wzrok. W wannie leżała Daniele. Nad powierzchnią unosiła się tylko twarz mamy. Jej oczy były otwarte i…. niewyobrażalnie zatrwożone.

Podbiegłam do niej i wzięłam jej ciało w ramiona. Miała poderżnięte gardło z którego nadal wypływała krew.

-Daniele, nie, błagam, nie…- mimowolnie zaczęłam cicho szlochać i przeklinać cały świat. Moja matka nie żyła. To nie może być prawda.

Nie chciałam wypuścić jej z ramion… Nie mogłam tego tak zostawić, nie mogłam zamknąć oczu z których lały się słone łzy. Nie mogłam jej stracić. Klęczałam przy wannie z całej siły przytulając się do martwego ciała i wtedy coś usłyszałam. Kroki, które z każdą sekundą stawały się coraz głośniejsze. Odwróciłam głowę w stronę drzwi. Za ich szklaną częścią dostrzegłabym przerażający cień, który chwycił za klamkę.

- Bożę, błagam niech to będzie ojciec.- szepnęłam cicho, ale dobrze wiedziałam, że moja prośba nie miała racji bytu. Czułam zło przeciskające się przez szparę w drzwiach, jakby duchy chcący mnie wykończyć przed ostatecznym ciosem swego okrutnego pana. Wstrzymałam oddech, a wtedy moim oczom ukazał się piekielny demon w postaci ludzkiego mężczyzny. Dobrze znałam te sylwetkę, kruczoczarne włosy do ramion i puste oczodoły

Moje koszmary ożyły. Teraz nie tylko nie dawały mi spać, ale pragnęły zakończyć moje życie.

Mężczyzna wyciągnął do mnie rękę, a ja,jak posłuszna marionetka ruszyłam w jego stronę. Nie czułam nic, jedynie to jak pochłania moją duszę.

-Raphaele.- zdążyłam tylko wyszeptać nim całkowicie przejął nade mną kontrole.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (7) ›
 

 
Poczułam powietrze. Powietrze w moich nozdrzach. Nadal oddychałam, a to znaczy że… nadal żyję.
Niesiona nagłym przypływem nadziei spróbowałam wstać i właśnie to był największy szok. Spodziewałam się olbrzymiego cierpienia, bólu, a nie,… a nie takiej lekkości której nie zaznałam jeszcze nigdy dotąd.
Odruchowo zerknęłam na zegarek. Siódma pięćdziesiąt jeden. Z domu wyszłam najwyżej o siódmej czterdzieści dziewięć, biegłam około półtorej minuty co oznacza, że… Moje cierpienie trwało najwyżej trzydzieści sekund?
-Niemożliwe!- szepnęłam stanowczo.- Nie, nie! To nie może być prawda!- krzyczałam do siebie z niedowierzaniem.
A może to była halucynacja? Może zegarek mi stanął, albo…
Nie ma żadnego albo, skarciłam się w myślach. W tej samej chwili wyciągnęłam z kieszeni swój telefon. Zerknęłam na godzinę. Siódma pięćdziesiąt dwa. Chciałam znów zacząć krzyczeć, ale coś przykuło moją uwagę.
Na ekranie komórki ujrzałam odbicie dziewczyny. Jej włosy połyskiwały barwą księżyca, a oczy iskrzyły jak dwa kamyczki jadeitu. Wszystko pięknie tylko, że na miejscu tej dziewczyny stałam ja!
Nadal miałam te same wydatne kości policzkowe, mleczną cerę i nieco za wąskie usta, ale gdzie się podziały złote włosy i niebieskawo-zielone oczy?
Znów zerknęłam na zegarek. Siódma pięćdziesiąt sześć.
Starając się zignorować te „malutkie drobiazgi’’ w moim NOWYM wyglądzie, pobiegłam w stronę szkoły.
***
-Kto ci zrobił włosy?
-Nosisz kontakty?
-Dasz mi namiar na swojego fryzjera?
-Sandra powiedz coś wreszcie!- przekrzykiwały się moje koleżanki, przyglądając ma się ze wszystkich stron.
Tak upłynęła mi pierwsza przerwa i druga i trzecia…
Obiecałam sobie, że zaraz po lekcjach rozwiążę zagadkę „zatrzymanego czasu’’. Bo do takiego wniosku doszłam: czas się zatrzymał.
Gdy już wychodziłam ze szkoły, niemal zapomniałam o mojej przemianie. Coś wtedy do mnie dotarło. DO JAKICH WNIOSKÓW DOJDĄ RODZICE?
Ta myśl mnie przeraziła. Na mojej liście, którą nazwałam: Prywatna lista problemów Sandry Friss ze szczególnym uwzględnieniem psychopatów malujących dziewczyną włosy w drodze do szkoły, to zajmuje odległe miejsce uświadomiłam sobie z opóźnieniem.
Przed oczami nagle mignęło mi coś złotego. Przyćmiony blask. Nieświadomie podążyłam w jego kierunku.
To on! To on mi to zrobił! Wyłam bezgłośnie na widok białowłosego chłopaka.
Moje oskarżenia nie miały najmniejszego sensu, ale to był mój jedyny trop.
On wpatrywał się we mnie przez dłuższą chwilę z wyrazem fascynacji. W jego oczach zauważyłam błysk i… znów powrócił znany mi złośliwy uśmieszek.
Mimo to rzuciłam się w jego kierunku jak burza i wylałam z siebie wszystkie oskarżenia. Gdy byłam w momencie farbowania włosów, nie udało mu się stłumić śmiechu. I to właśnie w tej chwili dotarło do mnie, ze zachowuje się jak obłąkana.
-Wybacz mi Sandro, ale niestety nie napadłem cię, nie ufarbowałem włosów, nie założyłem soczewek kontaktowych, ani nawet nie zatrzymałem czasu by to wszystko uszło mi na sucho- Byłam pod wrażeniem poważnego tonu, którym się do mnie zwracał, ale nawet to nie uśpiło mojej czujności.
-Skąd znasz moje imię?- spytałam ostro. To wywarło tajemniczy uśmiech na jego twarzy jeszcze bardziej uwydatniający kości policzkowe.
-Mam swoje sposoby-mruknął mi do ucho, pochylając się nade mną. Moje serce mimowolnie przyśpieszyło. Jakiż był mój zachwyt gdy poczułam jego słodka woń. Zbierając całą siłę woli odepchnęłam go.
-Skoro tak, to ty zdradź mi swoje. To mi się należy , chyba że wolisz bym zwracała się do ciebie: Psychopatyczny Fryzjer, czyhający na naturalne kolory włosów bezbronnych dziewczyn?- wyrecytowałam z sarkazmem.
Na jego twarzy zagościł szeroki uśmiech.
-Podoba mi się! Ale z troski o ciebie i twój przemęczony język- Shein.
-Mój język jest w doskonałej formie.- żachnęłam się.
-Mówisz, jakbyś chciała, abym to sprawdził.- znów zrobił krok w moją stronę i znalazł się niebezpiecznie blisko. Posłał mi badawcze spojrzenie.
O nie, nie mój drogi!
-Sorry, ale mam ważniejsze sprawy niż napastowanie seksualne kłamcy.- odpaliłam i wyminęłam go szybkim krokiem.
Kłamca.
Osoba, która nie mówi prawdy. Tak, byłam tego pewna. On coś ukrywa.
  • awatar Przeklęta.forever: @blondyne. ♥: wiem, że szybko i wiem że tak być nie powinno, ale kiedy piszę zawszę mnie ponosi i zapominam o zasadach jakie powinnam stosować. Dlatego nie staram się być pisarką, chcę tylko opowiedzieć wam historię. ;D
  • awatar blondyne. ♥: Shelly♥ ; zgadzam się z twoim zdaniem ;) jak dla mnie troche za banalne ,zaaa ``szybkie`` Shelly♥ ma racje , trochę ciężko się czyta nie wiem czemu ,ale opowieśc jest ciekawa , i mam nadzieję ,że taka bd dalej .. ;D
  • awatar Przeklęta.forever: @Shelly♥: @Pijana Szczęściem: Dziękuję za cenne uwagi, są dla mnie bardzo ważne.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (8) ›
 

 
Czułam chłodny powiew wiatru, delikatnie owiewającego moje policzki. Słońce chyliło się ku horyzontowi, pozostawiając po sobie tylko różowawe smugi.
Na przeciwnym krańcu świata dopiero wznosiło się, by dać początek nowemu dniu. By inni ludzie mogli iść do pracy, szkoły, by mogli żyć.
Zawsze byłam pewna że to ono daje im siłę. Siłę do istnienia.
Jednak noc… Czułam ją wszędzie wokół. Jakbym mrok będący otoczką wszechświata emanował tajemniczą mocą.
Noce w Narezzie, małym miasteczku we Włoszech były najpiękniejsze.
Porwana swoimi rozmyśleniami, poruszałam się po krętych ulicach w żółwim tempie, rozkoszując się każdą sekundą i każdym głębokim wdechem , który wykonałam.
Zapach nocy… Zapach równie słodki co rześki i kuszący. Naprawdę wspaniały.
Zamknęłam oczy by zagłębić się bardziej we własne uczucia. Szłam przed siebie widząc ciemność pod powiekami i…
-Ja… Ja, prze-przepraszam. Nie zauważyłam pana.- zagościło we mnie uczucie frustracji. Czemu do cholery się jąkałam? Wpadłam na jakiegoś faceta, ale to nie żaden powód. Zastanowiłam się chwilę i stwierdziłam, że było w nim jednak coś niepokojącego.
Podniosłam wzrok i moim oczom ukazał się młody chłopak(może nawet w moim wieku) o niebywale jasnych włosach, emanującej przyćmionym blaskiem skórze i oczach jak miód.
Usta chłopaka zaczęły się poruszać lecz ja wpadłam w dziwny trans.
Nie mogłam skoncentrować się na jego słowach, a w dodatku nawet nie mrugnęłam wytrzeszczając oczy z dziwnym wyrazem twarzy. Coś w jego osobie budziło naprawdę duży niepokój.
Przed moją twarzą nagle coś przeleciało. Dopiero po chwili zrozumiałam, że to ręka nieznajomego.
-Wiem, że mój wygląd robi wrażenie, ale żeby tak od razu…- ciągnął rozbawionym tonem. Dopiero teraz udało mi się zrozumieć treść jego słów, a w dodatku ich zuchwalstwo.
-Co?- przerwałam mu ostrym tonem.- Myślisz że każda laska na ciebie poleci? Że twoje jedno spojrzenie sprawi że zemdleje?!- naskoczyłam na niego wrzeszcząc mu przed nosem.(miałam uczulenie na takich typów) Chłopak ledwie powstrzymał się by nie wybuchnąć śmiechem.
-Z grubsza masz racje.- zaśmiał się- Myślałem jednak że taką wojowniczą dziewczynę stać na więcej.- wzruszył ramionami w geście rozczarowania.
Nabrałam olbrzymiej ochoty by mu przyłożyć i zedrzeć ten złośliwy uśmieszek ze zbyt idealnej twarzy. W ostatniej chwili doszłam jednak do wniosku, ze pobicie przypadkowego przechodnia nie najlepiej będzie wyglądać w papierach na studia.
Idąc za tą myślą odwróciłam się na pięcie i ruszyłam w swoją stronę.
Nie pozwolę, aby ktoś zepsuł mi tę chwilę relaksu, pomyślałam i coraz szybciej przebierałam nogami czując przyjemny chłód na plecach.
Minęło niespełna pół godziny, a już stałam przed swoim domem.
Dosyć duży budynek był osadzony kompletnie na odludziu. Nic dziwnego gdy twoją matką jest zwariowana hipiska. Jedyną przeszkodą na drodze do otaczającej go natury, był ciężki metalowy płot, ogradzający posiadłość ze wszystkich stron.
Z ociąganiem zabrałam się za otwieranie furtki. Nie chciałam żegnać się z wolnością. Ale cóż innego począć? Powoli zawędrowałam pod drzwi wejściowe. Otworzyłam je najciszej jak się dało, jednak…
-Cassandro Friss!- dobiegł mnie wrzask ojca.-Ile jeszcze razy mam ci zabraniać włóczyć się po nocach, żeby to wreszcie do ciebie dotarło?!-tatuś rozkręcił się na dobre. Z niewiadomej przyczyny naszła mnie ochota na chichot.
-Oj, daj jej spokój.-mruknęła mama zbliżając się ku mnie. Była to kobieta o brązowych włosach i smukłej sylwetce. Jej oczy miały w sobie głębie oceanu. Była by naprawdę ładna na swoje czterdzieści jeden lat, gdyby nie jej nawyk do chodzenia w olbrzymich tunikach, które jak uważała były najmodniejsze w hipisowskich trendach. Źle na jej urodę wpływały także nie zliczona ilość wypalonych „odprężających’’ papierosów.-Proszę to dla ciebie.-wręczyła mi jakiś stary pierścień. To całkowicie w jej stylu. Kolejny talizman ochronny z pobliskiego bazaru. Mimo zażenowania posłusznie wsunęłam go na palec i pobiegłam po schodach do swojego pokoju.
***
How can decide on what’s right? When you’re… Dobiegł mnie słodki glos mojej ulubionej wokalistki.
Oczywiście oznaczało to, że nadszedł ranek, a wraz z nim pora żeby wstać.
Nie! Zawyłam w duchu, lecz mimo to posłusznie zerwałam się z łóżka i zeszłam na śniadanie.
Cała kuchnia była wypełniona zapachem kadzidła i czegoś jeszcze.
Na stole stała wielka patera, a na niej tort. Czyżby ktoś miał urodziny?
Podeszłam o krok bliżej, a wtedy…
-Wszystkiego najlepszego kochanie!- wykrzyczała mama z olbrzymim uśmiechem na twarzy. Czyżbym JA miała urodziny? Na to wygląda. Osiemnaste.
-Dziękuje Daniele.- mama lubiła gdy mówiłam do niej po imieniu. Jak mi kiedyś wytłumaczyła czuła się wtedy młodsza.
Razem z nią zjadłam kawałek tortu i biegiem ruszyła do szkoły. Ech… jak ja kocham biegać. Tym razem jednak szybko wyczułam, że coś jest nie tak.
W jednej chwili straciłam całkowitą kontrole nad swoim ciałem. Upadlam na wilgotną ściółkę sparaliżowana nagłym przypływem ogromnego bólu. Nic nie rozumiałam. Chciałam wyć w cierpieniu, ale moje ciało nie współpracowało. Mogłam jedynie wić się w agonii. Czuć na każdej cząsteczce siebie płonący ogień…
Oszołomiona godzinami cierpienia powoli osuwałam się w czarną otchłań niebytu. Umieram. Nikt mi nie pomoże. Zginę tutaj.
  • awatar BloodyPearl: Super. :)
  • awatar blondyne. ♥: serio .. chętnie się czyta , informuj mnie gdy bd dodawała kolejne częśći .;)
  • awatar Blisss: @The end...: ogólnie muszę popracować nad formą i stylem. według mnie jedyne co mam by móc coś napisać to pomysł.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (16) ›